Poradnik kupującego ABC fotografii – kompozycja
Strona główna  >  Teoria  >  Książki i albumy  >  Ryszard Horowitz "Życie niebywałe. Wspomnienia fotokompozytora"


Jeśli chcesz być na bieżąco z tym,
co dzieje się w świecie fotografii oraz otrzymywać informacje o nowych artykułach publikowanych w naszym serwisie, zapisz się do FOTOlettera.


Zapisz Wypisz

Porównywarka Porównywarka kompaktów Porównywarka kompaktów Porównywarka lustrzanek Porównywarka obiektywów
Czy wiesz, że ...
Aparat Olympus E-3 wyposażony jest w 11-polowy autofokus, który w momencie premiery był najczulszym tego typu układem zastosowanym w tej klasie lustrzanek cyfrowych?
Polecamy

Patagonia 2012

FotoGeA.com O fotografowaniu i podróşach

Akademia Fotoreportażu

FotoIndex

Chronoskron

Foto moon pl
 
Kurs Fotografii Warszawa

Ryszard Horowitz "Życie niebywałe. Wspomnienia fotokompozytora"
Autor: Przemysław Imieliński
Nakładem wydawnictwa Znak ukazała się niedawno autobiografia znanego i cenionego na całym świecie polskiego fotografia. Prezentujemy fragment tej wciągającej opowieść o pokonaniu fatum, marzeniu o wolności i spełnionym amerykańskim śnie.

« poprzednia strona 1|2 następna strona »

Powojenny Kraków, artystyczne kręgi, początki legendarnej Piwnicy pod Baranami. Nowy Jork niczym z serialu "Mad Men" – miasto jazzu, wielkich marzeń i nieograniczonych możliwości. Wszystko to poprzedzone przejściem przez piekło getta i obozów koncentracyjnych.

Ryszard Horowitz ''Życie niebywałe. Wspomnienia fotokompozytora'' – okładka


W swojej autobiografii Ryszard Horowitz, najsłynniejszy polski fotograf i jeden z pionierów współczesnej reklamy, opowiada o przypadku i przeznaczeniu, o trudnej drodze do sukcesu i sile wielkiej miłości. Odkrywa przed nami kulisy bezwzględnego świata show-businessu, mówi o wieloletniej przyjaźni z Romanem Polańskim, o spotkaniach z Mickiem Jaggerem, Andym Warholem, Davidem Brubeckiem czy Richardem Avedonem. Nie tylko kreśli barwny portret epoki, odsłania też tajemnice swojego warsztatu fotograficznego.
 
"Życie niebywałe" zawiera fotografie z archiwum rodzinnego z znakomite prace autora.

Ryszard Horowitz. "Życie niebywałe. Wspomnienia fotokompozytora", fragment rozdziału pt. "Fotograf snów", str. 206-210.

Otwierając własne studio, wyobrażałem sobie, że już pierwszego dnia zostanę zasypany zleceniami – klienci będą walić drzwiami i oknami, telefony będą się urywały, a ja nie będę nadążał z realizacją projektów. A nawet jeśli nie byłem aż takim optymistą, sądziłem jednak, że skoro wielu moich kolegów z Pratt pracowało w agencjach reklamowych i ilustrowanych wydawnictwach, dzięki ich rekomendacjom rozbuduję sieć kontaktów i przynajmniej spłacę pozaciągane długi. Nic bardziej mylnego! Panowała cisza jak makiem zasiał, co przy Piątej Alei jest zjawiskiem dość niespotykanym.
Przez pierwsze miesiące zacząłem powoli dostawać niemal wyłącznie zlecenia na tak zwane editorials – zdjęcia towarzyszące artykułom w bogato ilustrowanych magazynach. Na brak prestiżu nie mogłem narzekać. Kilka la t po tym jak – mimo wstawiennictwa Avedona – Marvin Israel odrzucił moje prace, udało mi się w końcu zadebiutować na łamach wymarzonego

Na planie zdjęciowym dla Rodier, Pyla-sur-Mer, Francja, 1972. Fot. Emil Laugier. Dzięki uprzejmości R. Horowitza.


"Harper’s Bazaar". Nobilitacja moich prac wynikała nie tylko z wysokiego poziomu artystycznego pisma, które w duchu Brodovitcha inspirowało cały fotograficzny i designerski świat. Dziś, w dobie wielkiej dbałości o prawa autorskie, może się to wydać zaskakujące, ale „Bazaar” był jednym z pierwszych magazynów, w których podpisywano autora zdjęć. Fotograf przestawał być anonimowym wykonawcą pomysłów grafika, co na początku samodzielnej kariery miało dla mnie niebagatelne znaczenie. Publikowanie na tych łamach było dla fotografa dowodem uznania, ale zarazem również trudną do przecenienia promocją.
Moja pierwsza praca zamieszczona w piśmie „Bazaar” to czarno-białe zdjęcie przedstawiające wewnętrzną część dłoni z odbitą na niej średniowieczną ryciną. Obrazowało rodzaj mistycyzmu towarzyszącego żmudnemu odczytywaniu linii papilarnych. Zdjęcie podpisane było prosto: Horowitz. Ledwie numer magazynu ujrzał światło dzienne, dzwoni telefon. Odbieram z nadzieją, że właśnie zaczął się czas pochwał i nowych zamówień, a tu zimny prysznic – obcy facet z miejsca robi mi awanturę. „Jakim prawem pan podpisuje swoje prace moim nazwiskiem?! Przecież to JA się nazywam Horowitz!” Okazało się, że był to Irving Horowitz, dużo starszy ode mnie fotograf, dość znany, choć nieszczególnie oryginalny. „Jeśli faktycznie ktoś nas ze sobą pomylił, powinien być pan raczej zadowolony!” – odkrzyknąłem z arogancją, na jaką stać chyba tylko rozpoczynających karierę artystów, i trzasnąłem słuchawką. Więcej nie zadzwonił, ale od tego czasu pilnowałem, by podpisywano mnie pełnym imieniem i nazwiskiem.
Debiut na łamach „Harper’s Bazaar” bardzo mi pomógł. Wiele osób do dziś pamięta fotografie, które tam opublikowałem. Często też są zamieszczane w kolekcjach prezentujących dorobek fotograficzny tamtych czasów. W końcu udało mi się nawiązać nowe kontakty, dzięki którym przygotowywałem materiały typu editorials również dla „Esquire”, „Look Magazine”, „Time” czy „Life”, a w prasie biznesowej dla „Money” i „Fortune Magazine”.

''Park Avenue'', 1986, fot. R. Horowitz


Jeśli na początku samodzielnej kariery miałem powód do narzekań, to tylko jeden: zarobki. Za zdjęcia ilustracyjne na zamówienie płacono całkiem nieźle – stawki podobne były do dzisiejszych, a koszty utrzymania o wiele niższe. Tyle tylko że teraz byłem właścicielem kosztownego w utrzymaniu studia, a w wolnym zawodzie bardzo łatwo o utratę płynności finansowej. W pierwszych miesiącach działalności nieraz brakowało mi na czynsz. Gdyby nie wyrozumiałość pana Flichtenfelda, właściciela budynku, w którym mieściła się moja pracownia, niechybnie bym zbankrutował.

Przy pracy nad ''Park Avenue'', 1986. Dzięki uprzejmości R. Horowitza

« poprzednia strona 1|2 następna strona »
Powrót do listy artykułów
Konkurs  Konkurs
Moich pięć udanych zdjęć

Istnieją zdjęcia, do których często wracamy. Jesteśmy z nich dumni, są świadectwem niezwykłych wydarzeń, lubimy je, są piękne lub po prostu pozwalają nam przywołać miłe wspomnienia. Pokażcie innym swoje najlepsze fotografie.
Moich pięć udanych zdjęć
 
Ostatnio dodane zdjęcie:
[18.09.2018]
Autor:
radfoto
 
Dodaj swoje zdjęcie
Przejdź do galerii
Poprzednie konkursy
Nagrody w konkursie

 


AKTUALNOŚCI | SPRZĘT | EDYCJA OBRAZU | TEORIA | PRAKTYKA | SZTUKA
Mapa serwisu mapa serwisu Reklama reklama Kontakt kontakt
Czas generacji: 0.051s.